Mam Ci łapsko do owoców
Do
owoców
Mam
ci łapsko
Do
owoców
I
nie byłbym
Nigdy
sobą
Gdyby
choćby
O
północy
Żebym
nie sięgnął
Nawet
po najwyższy
Śliwka
wiśnia
Czy
porzeczka
Z
której by
Nie
podejść strony
Jakby
była
Tak
pasuje mi
Do dłoni
Zewsząd zalewają nas hipermarkety, ale jednak nie ma jak to Nasz Polski Zielony Bazar. Zawsze był niezależnie od okoliczności i specyfiki czasów... Tysiące polskich handlowców o statusie kupca towarzyszy nam w życiu codziennym przybliżając swoją pracą to wszystko, co w sadach i ogrodach...Są zawsze serdecznie,niezawodni, pełni pogody ducha i dobrych rad..., bo i doświadczenie mierzone w latach , i wiedza i kultura...Ryszard Drewniak z Żoną prowadzą swoje stoisko na Gdańskim Bazarze, zwanym też Zielonym Rynkiem - od dziesięcioleci i zyskują już status Nestorów swojego Rynku...
Zewsząd zalewają nas hipermarkety, ale jednak nie ma jak to Nasz Polski Zielony Bazar. Zawsze był niezależnie od okoliczności i specyfiki czasów... Tysiące polskich handlowców o statusie kupca towarzyszy nam w życiu codziennym przybliżając swoją pracą to wszystko, co w sadach i ogrodach...Są zawsze serdecznie,niezawodni, pełni pogody ducha i dobrych rad..., bo i doświadczenie mierzone w latach , i wiedza i kultura...Ryszard Drewniak z Żoną prowadzą swoje stoisko na Gdańskim Bazarze, zwanym też Zielonym Rynkiem - od dziesięcioleci i zyskują już status Nestorów swojego Rynku...
I
tak było
Z
Moją Żoną
Toż
to owoc
Nad
owoce
I
tak bardzo
I
tak zawsze
Był
nade mną
Że
zerwać go
To
wcale nie było
Takie
proste
Lecz
sięgałem
Raz
za razem
Chyba
nawet
Przez
rok cały
I
patrzyłem
Podglądałem
Czy
naprawdę
Czy
już dojrzał
Ten
Mój Owoc Cudowny
Ten
Mój Owoc Kochany
Bo
i już nagliły czasy
Bo
i lata miałem swoje
I
owocu pełne sady
A
co tobie
Po
owocach
Gdy
przy sobie
Nie
masz baby
Tu
Gomułka
I
tu Gierek
I
patrz ich już
Dawno
nie ma
A
ja zawsze
Z
roku na rok
Ciągnę
wózek
Z
owocami
I
tę samą koniunkturę
I
tę samą mam karierę
Tylko
co dzień
Bacznie
strzegę
A
najbardziej
Każdym
latem
By
pośród tylu owoców
Tego
mojego
Najdroższego
Owocu
Przez
pomyłkę
Bym nie położył
Kiedyś
Na
wagę
Przeto
zakaz
Nad zakazy
Ja
owoc
Przez
wszystkie lata
W
mig sprzedaję
Ale
zawsze
Bez
macania
Bo
zwyczaj
Po
wszystkie czasy
Towar
macany
Do
macanta należy
Tak
od wieków
Tak
i dzisiaj
I
nie zmienisz
Tej
zasady
Mam
ci łapsko
Do
owoców
A
lubię dojrzałe
Lubię
jędrne
I
soczyste
Takie
że gdy
Spojrzysz
na nie
To
od razu głowę tracisz
Że
sam stawiasz to pytanie
Że
pośród owoców tylu
Jakże
tu
Przy
takiej Wiśni
Wschodzącej
Jakże
tu normalnie istnieć
Nie
sposób
A
li tylko
Ciągle
w tym samym
I
zawsze tym samym
Bezwzględnym
Szaleństwie
Archiwum Internetowe
Stanisław
Józef Zieliński
Tekst
Stanisław Józef Zieliński
1.08.2018
r.















Komentarze
Prześlij komentarz