A gdy byłem jeszcze chłopcem
Zaczynałem
chodzić już
Patrzyłem na
obie nogi
Jak mocno
trzyma się but
Zawsze lśniły na odległość
Pastę lubił
każdy but
Choćby i
całe pudełko
Taki żarłok
szkoda słów
I pamiętam także miałem
I buty siedmiomilowe
Jakże szybko
zawsze niosły
Niosły mnie
Każdą drogą
przez las niosły
I przez pole
I zatracił
mi się jeden
Drugi jakoś
Ostał mi się
Zdobi moje
szewskie okno
Zdobi je aż
po dziś dzień
A bo widzisz
jestem szewcem
I tu zna
mnie każdy but
Dla mnie
każdy but jest swój
Leczę nosy i podeszwy
Poleruję aż
po błysk
Na ulicy
rozpoznaję
Który kiedy
u mnie był
Świeża skóra
i nos zdrowy
W takim
bucie aż chcesz iść
I niejedna mija zima
I niejeden
deszcz i śnieg
Każdy but
lubi być zdrowy
A i wszędzie
lubi iść
I od tego
jestem szewcem
By tak
zawsze mogło być
Nieraz drzwi
aż niedomknięte
Aż nie
sposób do mnie wejść
Tyle butów
jest w kolejce
Każdy woła o
naprawę
Woła już
woła natychmiast
Tak mu pilno
dalej iść
Chodzi
warsztat gnie się igła
Aż od tempa
bije żar
I nieraz Mój
Panie Drogi
To brakuje
mi aż dnia
A i ból pcha
się na kark
Bom ja Panie
Na tych Siedlcach
Tom ja szewc
już
Dobrych ładne kilka lat
Dawniej były
inne czasy
Co ulica to był szewc
A dziś i w diecezji gdańskiej
To więcej
niż szewców
Więcej biskupów jest
A i biskup zajrzy czasem
Kiedy kłapie
jakiś but
By mógł pewnie wszędzie iść
Oględziny są od ręki
I od ręki
jest diagnoza
A i pieczęć
a i papier
Dzień
odbioru święta rzecz
To to słowo
a i marka
I reklama szeptem na ucho
Na tych
Siedlcach
To jest
jednak
Dobry Szewc
Ilustracje
Archiwum Internetowe
Stanisław
Józef Zieliński
Tekst
Stanisław Józef Zieliński
7. 11. 2024


















Komentarze
Prześlij komentarz